Kilka słów o Zamościu, czyli o niezwykłych kamienicach, fortyfikacjach, ulewie i najpiękniejszym ratuszu

Zamość często określany jest mianem perły renesansu. Otoczony renesansowymi fortyfikacjami, z urbanistycznego punktu widzenia idealnie wkomponowuje się w typowe miasto renesansu. Nie bez znaczenia pozostają także przepiękne renesansowe kamienice oraz katedra. Warto też nadmienić, że Stare Miasto zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Wyjazd zaplanowaliśmy już początkiem roku, rezerwując hotel przez booking.com. Oczekiwaliśmy na wyjazd i z nadzieją patrzyliśmy na prognozy pogody zapowiadane na majówkę. Planując naszą wycieczkę, postanowiliśmy także zahaczyć o Zwierzyniec, a raczej tamtejszy browar, dostępy do zwiedzania.

Już od rana wiadomo było, że raczej będzie to pochmurny, deszczowy dzień. Na szczęście dość ciepły. Droga do Zwierzyńca minęła w miarę szybko. Tuż po 10.00 byliśmy na miejscu. Browar w Zwierzyńcu nie należy do największych, zwiedzanie jest płatne. Kupuje się tzw. cegiełki w kwocie 10, 20 lub 50 zł. My zakupiliśmy te po 10 zł. Wchodząc do budynku przenieśliśmy się do czasów początków istnienia browaru. Usłyszeliśmy historię o powstaniu browaru w 1806 r. , o tym jak początkowo produkowano tu wyłącznie piwo angielskie oraz typu porter. Przedstawiono nam etapy produkcji piwa oraz maszyny służące tej produkcji.

Obejrzeliśmy jeden z ciekawszych plakatów reklamujących zwierzynieckie piwo i poznaliśmy historię powstania tego plakatu. Plakat namalował Wojciech Kossak w „podziękowaniu” Maurycemu Zamoyskiemu za spłacenie jego długów w jednej z knajpek, w których rozpędził się w swej rozrzutności. Budynek, który udostępniony jest do zwiedzania, wyłączony jest aktualnie z produkcji. Cała linia produkcyjna odbywa się w innym miejscu, także w Zwierzyńcu. Wycieczka po browarze kończy się degustacją piwa „Zwierzyniec Pils”. Był to ciekawie spędzony czas, także polecamy każdemu, kto jeszcze tam nie był. Krótka, nierozciągnięta na siłę historia, przekrój przez wszystkie etapy powstawania złocistego trunku powinna przypaść do gustu nawet osobom, które ciężko nazwać piwoszami. Dla nas dużym minusem okazała się jednak pijalnia zlokalizowana tuż obok browaru. Browar Zwierzyniec oprócz klasycznego Pilsa produkuje jeszcze kilka innych rodzajów piw, które można było pić wyłącznie na miejscu. Trochę szkoda, że jedynie klasyk był do zakupienia w butelkach. Co jak co, ale przyjemnie było by zabrać z browaru pamiątkę, której nie kupi się w przyosiedlowym sklepie. 

Do Zwierzyńca z całą pewnością wrócimy, by poczuć roztoczański klimat. Wypożyczymy rowery i przejedziemy się wyznaczonymi ścieżkami, których w tych terenach nie brakuje. Zwierzyniec żegnał nas zimnym, rzęsistym deszczem. Droga do Zamościa dłużyła się nam konkretnie.

Po zaparkowaniu na wcześniej upatrzonym parkingu przy ul. Szczebrzeskiej, przeszliśmy przez Bramę Szczebrzeską, powstałą początkiem XVII w., najprawdopodobniej wg projektu Bernarda Moranda. To właśnie tędy udawano się w kierunku Szczebrzeszyna i Krakowa, a po zamurowaniu Starej Bramy Lubelskiej również do Lublina i Warszawy. Po likwidacji twierdzy w 1866 r. i wytyczeniu nowej drogi obok bramy, została  zamurowana. Dopiero podczas remontu przeprowadzonego w latach 2007-2009 przejazd ponownie otwarto i zrekonstruowano fragment kurtyny z galerią strzelniczą.

Po przejściu przez bramę po prawej stronie ukazał nam się budynek Parafii Katedralnej Zmartwychwstania Pańskiego. Zamojską katedrę ufundował Jan Zamoyski. Była wotum dziękczynnym hetmana za jego liczne zwycięstwa i wiodącym ośrodkiem życia religijnego Ordynacji Zamojskiej. Kolejni ordynaci składali w kolegiacie przysięgę na wierność Statutowi Ordynacji, w niej też odbywały się ich pogrzeby, a świątynia stała się mauzoleum rodowym Zamoyskich. Obok znajduje się barokowa dzwonnica katedralna wybudowana. w latach 1760-75. Latem udostępniana jest do zwiedzania.

Nieco dalej po lewej stronie dumnie stoi pomnik Jana Zamoyskiego. Pomnik założyciela miasta stoi przy ul. Akademickiej, przed pałacem ordynatów. Ma 10 m wysokości i przedstawia hetmana na koniu z buławą w wyciągniętej prawej ręce. Budowę pałacu rozpoczęto jeszcze przed lokacją miasta. Wzniesiony został w latach 1579-1586, wg projektu Bernarda Moranda. Był znacznie mniejszy niż obecnie: jednopiętrowy, z dwuskrzydłowymi schodami prowadzącymi na pierwsze piętro. Ze schodów, jak i z dominującej nad pałacem, kwadratowej wieży rozciągał się widok na miasto. Od tamtych lat pałac był wielokrotnie przebudowywany. Podupadł w XIX w., gdy stał się siedzibą szpitala wojskowego. Aktualnie stanowi siedzibę sądu.

Podążając ul. Akademicką możemy dojść do pięknego parku miejskiego oraz do Nowej Bramy Lubelskiej, wybudowanej w latach 1821-22. Od strony miasta przejazd uzupełniają dwie mniejsze arkady prowadzące do pomieszczeń wartowniczych. Bramę wyróżnia staranne opracowanie architektoniczne z monumentalną fasadą ceglano-kamienną. Wyrzeźbione w kamieniu na elewacji zewnętrznej gałązki dębu symbolizują odwagę.

Z niecierpliwością czekałam aż znajdziemy się na Rynku Wielkim, bym mogła na żywo obejrzeć najbardziej magiczny i piękny Ratusz Miejski – obiekt mojej fascynacji od jakiegoś czasu. W tym celu podążyliśmy ul. Solną najpierw w kierunku Rynku Solnego – jednego z trzech rynków zamojskiego Starego Miasta. Do 1942 r. pełnił rolę placu targowego. Nazwę zawdzięcza soli sprowadzanej z Wieliczki i z Rusi, składowanej tu w pierwszych latach funkcjonowania miasta. We wschodniej i północnej pierzei rynku przetrwały do naszych czasów podcieniowe kamienice. Po drodze zauważyliśmy Synagogę (ul. Pereca 14) , która niegdyś stanowiła centrum dzielnicy żydowskiej. Powstała w 1610 r. w miejscu wcześniejszej drewnianej. W czasie II wojny światowej Niemcy zdewastowali synagogę i urządzili w niej stajnię. Po wojnie sukcesywnie przystąpiono do prac rekonstrukcyjnych i konserwatorskich budynku. Od 2005 r. właścicielem budynku jest Fundacja Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego. Organizacja ta przeprowadziła remont, w wyniku którego synagoga odzyskała swój dawny, imponujący wygląd.

Następnie dotarliśmy do Rynku Wielkiego, otoczonego podcieniowymi kamienicami. To tutaj tętni zamojskie życie. Kamienice te dawniej zamieszkiwali zamożni kupcy, profesorowie zamojskiej akademii, dworzanie. Pierwotnie wszystkie kamienice w rynku i inne ważniejsze budowle w mieście posiadały ozdobne attyki osłaniające dachy. Dziś można je zobaczyć jedynie na ratuszu i sąsiadujących z nim kamieniczkach Ormiańskich. W podcieniach warto zwrócić uwagę na bogato zdobione portale i sztukaterie na sklepieniach.

W stronę Ratusza patrzyłam nieco zahipnotyzowana. Majestatyczna bryła ratusza dominuje nad rynkiem. Obecny kształt z 52-metrową wieżą i monumentalnymi, dwuskrzydłowymi schodami nadała mu przebudowa przeprowadzona w drugiej połowie XVIII w. Ogromne schody skojarzyły mi się z imponującą Akademią Ateńską. Latem, w południe z balkonu wieży ratuszowej trębacz gra hejnał w trzy strony świata. Według tradycji Jan Zamoyski nie lubił Krakowa i z tego względu zakazał trąbić w jego kierunku. Ratusz na żywo wygląda jeszcze piękniej niż na fotografiach. Nic więc dziwnego, że i my ulegliśmy chęciom posiadania zdjęć na ratuszowych schodach.

Wspomniane wcześniej Kamienice Ormiańskie, to najpiękniejsze i najlepiej zachowane domy zamojskich mieszczan. Pomimo, że każda jest w innym kolorze, to stanowią piękną całość. Podobnie jak kamienice na poznańskim rynku, te tez skradły moje serce.

Najbliżej ratusza znajduje się zielona kamienica Wilczkowska. Jej dekoracja skupiona jest na narożniku. Od strony rynku przedstawia patrona właściciela domu, Jana Chrzciciela w scenie chrztu Chrystusa, niżej jest herb Zamościa – św. Tomasz Apostoł z trzema włóczniami, a pod nim kartusz herbowy Stanisława Koniecpolskiego, który przez kilka lat władał Zamościem. 

Żółta kamienica Rudomiczowska, należała do prawnika, medyka i pisarza, a zarazem profesora i rektora Akademii Zamojskiej, Bazylego Rudomicza. Jego dziełem jest m.in. obszerny pamiętnik, opisujący barwne życie XVII-wiecznego Zamościa.

Kolejną jest bardzo bogato dekorowana czerwona kamienica Pod Aniołem. Nazwę zawdzięcza płaskorzeźbie przedstawiającej Archanioła Gabriela. Nad postacią archanioła, wśród stylizowanych winorośli, można dostrzec smoka i obok dwa lwy wsparte na tylnych łapach. Smok symbolizował zło, a lwy miały chronić przed nim mieszkańców domu.

Nazwa czwartej granatowej kamienicy „Pod Małżeństwem” związana jest z umieszczoną na fasadzie płaskorzeźbą kobiety i mężczyzny. Legenda mówi, że pan tego domu nie mógł znieść towarzystwa kłótliwej żony. Gdy wszystkie jego prośby o odrobinę spokoju okazały się nieskuteczne, sięgnął po ostateczność i oskarżył ją o czary, za co spłonęła na stosie. Faktem jest, że w Zamościu wielokrotnie tracono kobiety oskarżone o czary. 

Ostatnią z pięciu zwieńczonych attykami jest jasnożółta kamienica Pod Madonną. Na fasadzie dominuje przedstawienie Madonny z Dzieciątkiem depczącej smoka. Obecnie w czterech pierwszych kamienicach mieści się Muzeum Zamojskie, a w piątej Liceum Plastyczne.

Przy Rynku Wielkim znajdziecie także inne kamienice, które z pewnością kuszą wyglądem i historią. We wschodniej pierzei rynku warto zwrócić uwagę na dwie kamienice przylegające do przecinającej pierzeję ulicy Grodzkiej. Obok okien drugiego piętra zachowały się na nich dekoracje kamieniarskie, które dawniej, gdy domy te były jednopiętrowe, stanowiły elementy wieńczącej je attyki. Tę z prawej, Pod Świętym Kazimierzem, zdobi ponadto rzeźba przedstawiająca świętego Kazimierza. Tak, ponad 300 lat temu, ówczesny właściciel kamienicy wójt zamojski Kazimierz Lubecki, uhonorował swego patrona.

Zachodnią pierzeję Rynku Wielkiego wyróżnia czerwona, ceglana elewacja Kamienicy Linkowskiej. Obecny, barokowy charakter uzyskała u schyłku XVII stulecia. Fasadę kamienicy zdobią popiersia rzymskiej bogini Minerwy w szyszaku (po lewej) i Herkulesa w lwiej skórze (po prawej). Legenda mówi, że miały one chronić mieszkańców tej barokowej kamienicy przed duchem Moranda, który straszył ich za naruszenie renesansowej harmonii panującej dotąd w rynku.

Deszcz stawał się coraz bardziej męczący. Wróciliśmy na Rynek Solny do kawiarni Galicya Cafe. Serwują tam wyśmienitą kawę z własnej palarni. Dodatkowym atutem są tu alternatywy, Kamil tym razem skusił się na dripa. Drip należy do alternatywnych metod parzenia kawy – jest alternatywą dla włoskiego espresso, przygotowywanego metodą ciśnieniową. Pozwala on na przygotowanie aromatycznego, lekkiego i klarownego naparu, o naturalnych nutach smakowych ziarna.

Galicya Cafe jest najmniejszą kawiarnią w jakiej do tej pory byliśmy. Wypełniona zapachem kawy, z półkami aż uginającymi się od kilku rodzajów kaw. Pomimo pogody, usiedliśmy w podcieniach na zewnątrz, racząc się wyśmienitym trunkiem. Co do ciast, nie mieliśmy zbyt dużego wyboru. Dostępne były dwa rodzaje, w tym pomarańczowe z białą czekoladą i orzechowe z jabłkami. Były bardzo zwyczajne, więc zdecydowanie bardziej polecam tu kawę.

W rzęsistym, zimnym deszczu chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej. Atrakcyjną kamienicę znaleźliśmy również przy ul. Żeromskiego 3. Centralka, bo tak ją nazywają zamościanie to dawny Dom Dochodowy II Zamojskiego Towarzystwa Pożyczkowo-Oszczędnościowego, który został wzniesiony w latach 1910-1911. Ten nowoczesny jak na tamte czasy, trzypiętrowy, secesyjny gmach o białych ścianach jako jedyny w mieście posiadał oświetlenie elektryczne i centralne ogrzewanie. Mieściła się w nim restauracja, biura, kino, mieszkania, sklepy i ekskluzywny hotel. W latach 1922-35 w Domu Centralnym mieszkał Bolesław Leśmian. Upamiętnia to tablica wmurowana w ścianę budynku od strony ul. Żeromskiego.

Wychodząc ul. Grodzką do ul. Łukasińskiego dojdziemy do Nadszańca. Nadszaniec jest monumentalną, dwukondygnacyjną budowlą z czerwonej cegły z kamiennymi arkadami, boniami i gzymsami oraz obramieniami okien i przejazdów. Zamiast dachu przykrywa go nasyp ziemny. Wybudowany został w latach 1825-30 w szyi bastionu VII. W czasie pokoju nadszaniec był koszarami, a podczas oblężenia zamieniał się w potężną działobitnię ze strzelnicami na obu kondygnacjach.

Obok znajduje się Stara Brama Lwowska. Brama wybudowana została ok. 1600 r. Przejazd sklepiony jest potężną kolebką, a otwory strzelnicze w ścianach służyły do jego obserwacji lub ostrzału z sąsiednich kazamat. Kamienne zwieńczenie fasady bramy dekoruje płaskorzeźba przedstawiająca patrona miasta – św. Tomasza Apostoła w scenie z Chrystusem Zmartwychwstałym. Po obu jej stronach znajdują się kartusze z trzema skrzyżowanymi włóczniami, czyli herbem Zamoyskich „Jelita”. Obok bramy znajduje się Cela Łukasińskiego z wmurowaną w ścianę metalową tablicą poświęconą Walerianowi Łukasińskiemu, założycielowi Wolnomularstwa Narodowego i Narodowego Towarzystwa Patriotycznego, który był więziony w Zamościu w latach 1824-25.

Wracając w stronę parkingu, przeszliśmy kładką widokową nad torami kolejowymi, stanowiącą fragment trasy spacerowo-widokowej wokół umocnień.

Ciekawym aczkolwiek wyjątkowo smutnym i mocno historycznym miejscem, o którym nie można zapominać jest Rotunda. Wybudowano ją w latach 1825-1831 na wyspie otoczonej przez bagna i rozlewiska położonej 500 metrów od murów twierdzy, w miejscu, w którym już w XVIII w. istniał szaniec broniący Zamościa od południa. Zewnętrzna średnica koła na planie którego wybudowano Rotundę ma 54 m, natomiast średnica wewnętrznego  dziedzińca – 34 m. W czasie II wojny światowej Niemcy zamienili Rotundę w miejsce masowych mordów. W 1939 r. odbywały się w niej pojedyncze egzekucje, ale już od 1940 r. mordowano po kilkadziesiąt osób dziennie. Od listopada 1942 r. egzekucje przybrały charakter masowy w związku z akcją wysiedleńczą prowadzoną na Zamojszczyźnie. Od tego czasu w celach Rotundy w nieludzkich warunkach  więziono po kilkadziesiąt osób. Czekała je egzekucja lub transport do innych obozów. Początkowo zamordowanych grzebano wokół Rotundy. Pod koniec wojny, by zatrzeć ślady ludobójstwa wykopywano pogrzebane wcześniej zwłoki i palono na stosie na środku dziedzica. Szacuje się, że począwszy od 1940 roku w Rotundzie więzionych było 40000 osób, z czego 8000 zostało zamordowanych. Po obu stronach drogi prowadzącej do Rotundy pochowane są ofiary wojny, przeniesione z mogił rozsianych na Zamojszczyźnie. W grobach po prawej (zachodniej) stronie drogi pochowani są żołnierze polscy polegli w kampanii wrześniowej i partyzanci z Zamojszczyzny, po lewej (wschodniej) żołnierze radzieccy, Żydzi i ofiary terroru stalinowskiego. Gmach otacza cmentarz ofiar obozu. Łącznie na Rotundzie spoczywają szczątki 45482 osób.

Do Zamościa na pewno wrócimy jeszcze nieraz. To piękne miasto ze znaczną ilością zabytków. Pogoda trochę zweryfikowała nasze zwiedzaniowe plany, więc z pewnością w Zamościu znajdą się jeszcze inne fascynujące miejsca.

Reklama

8 Comments

  1. Bardzo podoba mi się wasz styl pisania. W Zamościu byłam kilka razy i za każdym razem podoba mi się coraz bardziej. Rotunda zdecydowanie warta odwiedzenia. Miejsce dość przygnębiające, pełne smutnych rozważań. Co do ratusza , drugiego takiego nie ma nigdzie. Pozdrawiam 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s