Atrakcje Kazimierza Dolnego – poza sezonem turystycznym

Kazimierz Dolny w woj. lubelskim, to miasteczko, które znają niemal wszyscy. Nie przesadzimy twierdząc, że turyści spoza Polski również wiedzą co nieco o tym zakątku naszego pięknego kraju. My skupimy się na aspektach zwiedzania Kazimierza poza szczytem sezonu turystycznego. A atrakcji w Kazimierzu nie brak. Są zabytkowe kamienice, jest studnia, są także legendy i czekolada. 

W Kazimierzu Dolnym byliśmy trzy lata temu przejazdem. Był to szczyt sezonu turystycznego, weekend, godziny popołudniowe. Tak naprawdę po tej wizycie nie spieszno nam było do powrotu. Totalny misz masz… Plac pełny wszystkiego i wszystkich. Aż śmierdziało kiczem. A miały być takie piękne kamienice i taki artystyczny klimat. No cóż… Gdyby nie Junior i chęć odwiedzenia Nałęczowa i Puław, to pewnie nie zrodziłby się pomysł na nocleg w Kazimierzu.

Do Kazimierza wybraliśmy się poraz drugi. Za pierwszym razem nie mogliśmy złapać oddechu ze względu na wszędobylskie pielgrzymki turystów. O rany! Co tu się działo – tak wiemy, my też cząstką tej pielgrzymki byliśmy. 

Ale po kolei, nie taki straszny ten Kazimierz, jak go nakreśliliśmy. Paradoks polega na tym, że pomógł nam nieco covidowy czas… 

Końcem XII w. teren dzisiejszego Kazimierza wraz z okolicznymi wioskami książę Kazimierz Sprawiedliwy przekazał siostrom norbertankom z krakowskiego Zwierzyńca. Najprawdopodobniej to właśnie siostry nadały nazwę „Kazimierz” na cześć ich darczyńcy. W każdym razie pierwsza udokumentowana wzmianka o Kazimierzu pojawiła się w 1249 r.

XIII w. przyniósł Kazimierzowi stopniowy rozwój i znaczenie na szlaku handlowym. Na jednym z okolicznych wzgórz wybudowano basztę, która nie tylko broniła szlaku handlowego, ale służyła także za latarnię rzeczną, co było uzasadnione w mieście portowym. Co ciekawe baszta zachowała się do dziś, a na jej szczycie ulokowano punkt widokowy.

W połowie XIV w. król Kazimierz Wielki nakazał budowę murowanego zamku poniżej baszty. Nadał także prawa miejskie Kazimierzowi. Jak głosi lokalna legenda, upodobanie króla do miasta przypisuje się mieszkającej tu Żydówce Esterce, w której król miał być zakochany.

Okres największego rozkwitu i bogactwa miasta przypada na XVI i XVII w. Do dziś zachowały się spichlerze zbożowe ulokowane wzdłuż brzegu Wisły. O bogactwie miasta świadczyć też mogą sztukateryjne kamienice bogatych kupców przy renesansowym rynku.

Potop szwedzki (lata 1655-1660) przyniósł kres świetności miasta. Po najeździe wojsk szwedzkich w 1556 r. podobno większość murowanych domów zostało zniszczonych, a miasto niemal doszczętnie splądrowano. Gorzki czas dla Kazimierza nadszedł także w XIX w. Mieszkańców dotknęły reperkusje po udziale w powstaniach – styczniowym oraz listopadowym. Ostatecznie Kazimierz stracił prawa miejskie. Z dawnego miasta królewskiego nie pozostało prawie nic. Kazimierz został zdegradowany do rangi wiejskiej osady zamieszkiwanej głównie przez biedotę. II wojna światowa przyniosła masową eksterminację ludności żydowskiej, która żyła tu wspólnie z ludnością chrześcijańską przez całe pokolenia, licząc od średniowiecza.

Po wojnie Kazimierz zaczął odzyskiwać swój dawny blask. Część zabytków została odrestaurowana, a miasteczko stało się mekką artystów. To właśnie tu odbywały się plenery malarskie. Niemal na każdym kroku znaleźć można tu prywatne galerie sztuki. Kazimierz pomimo trudnej historii aktualnie stał się jednym z kluczowych pod względem turystycznym miast. W zasadzie został zalany turystyką. 

W drodze z Puław zahaczyliśmy o Winnicę Kazimierskie Wzgórza (ul. Wylągi 35). Niestety nie załapaliśmy się na degustację, jednak mogliśmy dowiedzieć się co nieco o samej winnicy, o winach które tu powstają. Winnica położona jest na trzech wzgórzach w okolicach Kazimierza Dolnego. Jak przyznają sami właściciele – bliskość Wisły tworzącej ruchy ciepłego i wilgotnego powietrza, rzeźba terenu, występowanie żyznych gleb lessowych, wysokość i naturalne nasłonecznienie – sprzyjają uprawie winorośli. W ofercie znaleźć można wina białe oraz czerwone. Nas najbardziej zaintrygowały wina z linii „Legendy Kazimierskie”, stąd też wybór padł na białą Esterkę. Czy rozpieściła nasze zmysły – tego jeszcze nie wiemy, póki co leżakuje w domowym zaciszu. 

Jadąc z winnicy, trafiliśmy na Starą Chatę (ul. Doły 24). Jest to naprawdę stara chata, a zarazem miejsce bardzo urokliwe i ciekawe historycznie. Ze względu na to, że jest nieco na uboczu, prawdopodobnie nie każdy wie o jej istnieniu.  Położona jest w dolinie rzeki Grodarz, tuż przy szlaku prowadzącym do „Korzennego Wąwozu”.  Jest to najstarsza drewniana chata z okolic Kazimierza. Budynek pochodzi z przełomu XVII/XVIII w. Dokładny rok budowy jest nieznany, jednak technika budowy wskazuje na początek XVIII w. Chata jest rodzinną pamiątką rodów Kobiałków i Niezabitowskich. To dzięki ich staraniom chata została odrestaurowana w latach 80—tych XX w. Dziś można ją zwiedzać, a także próbować tu lokalnych produktów – nam zabrakło 3 dni, chata budziła się powoli do życia po pandemicznym niebycie.

Podobnie jak w przypadku krakowskiego Kazimierza, i ten ma swoją żydowską historię. Kazimierz Dolny był zamieszkiwany przez Żydów, którzy żyli tu pośród ludności chrześcijańskiej. Żydzi wybudowali cmentarz żydowski (kirkut) w 1851 r. Służył im aż do II wojny światowej – do 1939 r. Niestety II wojna światowa przyniosła masową zagładę ludności żydowskiej. Okupacja hitlerowska i Holocaust nie ominął też Kazimierza. Niemcy zbezcześcili cmentarz, niszcząc część nagrobków. Co gorsze na jego terenie wykonywali egzekucje ludności zarówno żydowskiej, jak i polskiej. W latach 80—tych XX w. przed wejściem na cmentarz postawiono pomnik upamiętniający zamordowaną ludność żydowską w postaci „Ściany Płaczu”. Pomnik nawiązuje do oryginału z Jerozolimy. Przez środek ściany przebiega pękniecie, które symbolizuje los polskich i kazimierskich Żydów. Zgodnie z obowiązującą na cmentarzach żydowskich zasadą zastosowano podział na część męską i żeńską, dlatego po lewej stronie pęknięcia umieszczono nagrobki kobiet, zaś po prawej nagrobki mężczyzn. Pęknięcie w ścianie stanowi wejście na teren cmentarza. Przed cmentarzem (ul. Czerniawy) znajduje się niewielki parking.  

Nocleg zarezerwowaliśmy w bardzo kameralnym pensjonacie „Trufla Rooms & Chocolate” (ul. Krakowska 15). Właściciele rozpieszczają przyjezdnych wyjątkowymi śniadaniami, nieziemsko dobrą aromatyczną herbatą  – a raczej herbatami wszelakimi, od owocowych, przez czarne i zielone oraz truflami z tutejszej manufaktury. Sam pensjonat ulokowany jest blisko kazimierskiego rynku. To jedno z takich miejsc, do których chce się wracać. Wieczorem skorzystaliśmy z możliwości wypicia herbaty na tarasie – smak czarnej, nieziemsko pachnącej winogronami już zawsze będzie kojarzył nam się z Kazimierzem. Wspomniane wcześniej śniadanie było przygotowywane na miejscu – bardzo różnorodne i obfite, jednocześnie pełne świeżych warzyw i owoców. 

Po śniadaniu wybraliśmy się na spacer po kazimierskiej starówce. Podążając ul. Krakowską najpierw trafiliśmy pod klasztor Ojców Franciszkanów (ul. Klasztorna 3). Znajduje się tu także Sanktuarium Matki Bożej Kazimierskiej. Po wspięciu się na skalne wzgórze i przekroczeniu ogromnych murów można ujrzeć niezwykły obraz Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny, który od XVII w. wedle przekazów ma właściwości uzdrawiające, nawracające i obdarzające łaskami wszystkich wiernych.

Następnie dochodząc do ul. Senatorskiej mogliśmy nacieszyć oko kamienicą Celejowską (ul. Senatorska 11).

Kamienica uznawana jest za jedną z najcenniejszych budowli zabytkowych w Polsce. Powstała w I połowie XVII w. z kamienia wapiennego. Kamienica ma dwie kondygnacje o typowym układzie wnętrz: na parterze obszerna sień i przylegające do niej dwie sale, na piętrze cztery pomieszczenia przykryte drewnianym stropem, z których największe ozdobiono kolumną umieszczoną pomiędzy oknami.

Nierzadko spotkać się można z nazwą kamienica pod św. Bartłomiejem, ponieważ na jej fasadzie, w attyce po prawej stronie znajduje się figura tego świętego. Na bogato dekorowanej fasadzie znaleźć można zwierzęta, ornamenty roślinne i główki cherubinków. W dekoracji attyki znalazły się również figury. Po środku kamienicy widzimy Chrystusa, jako Zbawiciela Świata i Maryję, jako Królową Nieba. Po lewej stronie stoi figura św. Jana Chrzciciela z krzyżem, a po prawej św. Bartłomieja, z nożem, jako narzędziem męczeństwa. Od 1987 r. w kamienicy znajduje się siedziba Muzeum Nadwiślańskiego.

Kazimierz Dolny słynie z artystycznego wizerunku – nie brak tu wszelkiego rodzaju galerii, które spotkać można na każdym kroku – i które dodają uroku miasteczku. 

Zszokowani – no dobra, zachwyceni – małą ilością turystów podążyliśmy w stronę rynku. No i tutaj prawdziwy szok! Te kamienice wokół są naprawdę ładne i jakoś tak w ogóle przyjemnie tutaj jest. Nie będziemy Wam ściemniać – przy ostatniej wizycie 50% rynku zajmowały podesty pod piwne ogródki, a resztę gęsto wciśnięci tu turyści oraz „artyści” puszczający bańki mydlane i malujący karykatury. No i wszędzie były koguty naprzemiennie z oscypkami i innymi nieregionalnymi rzeczami. Nam się to po prostu nie podobało. Tym razem pusty rynek okazał się naprawdę przyjemny. I w końcu zobaczyliśmy prawdziwe oblicze kamienicy Przybyłów.

Kamienice braci Przybyłów (Rynek 14) powstały początkiem XVII w. Stanowią świadectwo rozkwitu miasta, któremu sprzyjało korzystne położenie na szlaku handlowym z południa na północ Europy (Bursztynowy Szlak).

Ich właścicielami byli bracia Mikołaj i Krzysztof Przybyłowie, którzy przyozdobili je wizerunkami swoich świętych patronów. Obie mają identyczny układ fasad, tj. przyziemie z podcieniem o trzech arkadach i piętro z trzema oknami. Fasady przyozdobiono płaskorzeźbami postaci ludzkich i zwierzęcych a także ornamentami roślinnymi.  Dach budynków zamaskowano wysokimi attykami. Składają się one z dwóch kondygnacji oddzielonych od siebie potężnym gzymsem. Prawdopodobnie ich duże rozmiary miały sprawiać wrażanie, że domy są wyższe niż w rzeczywistości. 

Kamienica Gdańska (Rynek 18) na kazimierskim rynku powstała pod koniec XVIII w. w stylu barokowym. W owym czasie najprawdopodobniej górna część budynku pełniła funkcję spichlerza. Jej nazwa nawiązuje do czasów, gdy Kazimierz nazywany był „małym Gdańskiem”, a oba miasta łączyły ożywione kontakty handlowe. Kamienica ta nie przetrwała II wojny światowej, jednak została odbudowana.

Na rynku znaleźć też można zabytkową studnię przykrytą gontowym daszkiem. Jest to jeden z symboli miasta. Została umieszczona w samym środku Rynku prawdopodobnie w I połowie XIX w. Przez dziesięciolecia zmieniała swój wizerunek. Obecny wygląd otrzymała w 1913 r.

Będąc w Kazimierzu koniecznie spróbujcie lokalnego specjału związanego z tutejszą legendą. Maślany kogut, to miękka bułeczka, którą zjedliśmy z przyjemnością. Jeśli zastanawialiście się kiedykolwiek dlaczego w Kazimierzu znaleźć można tyle kogutów – drewnianych, maślanych czy ceramicznych, to zachęcamy do poczytania legendy. 

Pamiętając, że Kazimierz Dolny zamieszkiwany był przez ludność żydowską, podeszliśmy pod budynek dawnej synagogi (ul. Lubelska 4). Budynek pochodzi z II połowy XVIII w. Mimo, że przylega do ul. Lubelskiej, to tak naprawdę znajduje się przy Małym Rynku – dawnej dzielnicy  żydowskiej, zrównanej z ziemią po likwidacji getta w 1942 r. Niestety prawie wszystkie ślady kultury żydowskiej zostały tu zniszczone. Pozostały jeszcze Dawne Jatki przy Małym Rynku 1.  

Budynek synagogi został doszczętnie zdewastowany przez hitlerowców w czasie ofensywy 1944 r. Opuszczony i popadający w ruinę został d odnowiony w 1953 r. Wnętrze zaadaptowano na salę kina „Wisła”, które działało do 2003 r. Obecnym właścicielem synagogi jest warszawska gmina żydowska.

Dziś w budynku synagogi mieści się księgarnia wydawnictw o tematyce żydowskiej oraz pokoje do wynajęcia. W sali głównej na parterze latem odbywają się koncerty, spektakle, pokazy filmowe.

Na kawę i ciacho warto wybrać się do Herbaciarni u Dziwisza (ul. Krakowska 6). To tutaj wypić można wyjątkowe herbaty i kawy. Koneserzy słodkości znajdą tu coś dla siebie. Dodatkowo znajduje się tu sklepik, w którym zaopatrzycie się w czekoladowe specjały. My też zabraliśmy co nieco do Tarnowa. Artystyczne wnętrze także przypadło nam do gustu, podobnie z resztą jak i w pensjonacie. 

Kościół Farny św. Jana Chrzciciela i św. Bartłomieja (ul. Zamkowa 6), to jedna z dominujących budowli w Kazimierzu. Wzniesiony został na wzgórzu opadającym ku rynkowi miasta. Najprawdopodobniej kościół został ufundowany przez Kazimierza Wielkiego w XIV w. Po pożarze z 1561 r. został odbudowany, a następnie przebudowany w stylu renesansowym. Główne zmiany konstrukcyjne polegały na podwyższeniu ścian i zmniejszeniu dachu oraz przykryciu wnętrza sklepieniem kolebkowym z lunetami. Smukła, początkowo gotycka bryła posiadająca renesansową nadbudowę i dekoracje w krótkim czasie stała się wzorem, na którym zaczęto opierać się przy modernizowaniu innych kościołów gotyckich i przy budowie nowych obiektów sakralnych. Niestety kościół był zamknięty podczas naszego zwiedzania. 

Ciekawym miejscem na mapie Kazimierza jest Wzgórze Trzech Krzyży. Ciekawym, bo bardzo widokowym, intrygującym, bo za wejście należy uiścić opłatę w kwocie 5 zł… Krzyże, mające nawiązywać do Golgoty postawiono tu w 1708 r. Są także upamiętnieniem ofiar zarazy morowej, która nawiedziła te tereny. Wzgórze porasta bardzo rzadka, prawnie chroniona roślinność. Widok z góry jest naprawdę imponujący. Panorama Kazimierza prezentuje się bardzo atrakcyjnie. 

Korzystając z tego, że mieliśmy ze sobą nosidełko, postanowiliśmy odwiedzić także ruiny zamku kazimierskiego. Zamek został wzniesiony w XIV w. z inicjatywy króla Kazimierza Wielkiego na wzniesieniu nieopodal istniejącej już wcześniej samotnej wieży, zwanej potocznie „Basztą”,  zbudowanej najprawdopodobniej za czasów Władysława Łokietka.  Być może pełniła funkcje więzienne, latarni rzecznej, siedziby celnej lub nawet skarbca. W najniższej kondygnacji znajduje się loch. Baszta dostępna jest do zwiedzania jako punkt widokowy. Podczas naszej wizyty była jednak nieczynna.

W XV w. zamek został znacznie rozbudowany, zaś XVI w. przyniósł przebudowę w stylu włoskiego renesansu. XVII i XVIII w. sprawił, że zamek upadł (m.in. za sprawą najazdów Szwedów, Kozaków).

Legenda głosi, że z zamku prowadził tajemny tunel, łączący zamek z pobliskim zamkiem w Bochotnicy – miejscem spotkań pięknej Żydówki Esterki z królem Kazimierzem Wielkim.

Prawdę mówiąc znacznie lepszy widok na miasto rozpościera się z Wzgórza Trzech Krzyży. Za to na zamek warto wybrać się z innych powodów – choćby ze względu na legendę związaną z Esterką. 

Będąc w Kazimierzu warto udać się do tzw. Kuncewiczówki (ul. Małachowskiego 19). Jest to dom Marii i Jerzego Kuncewiczów – miejsce związane z działalnością kulturalną w mieście. Willa zbudowana została w 1938 r. nieopodal wąwozu Małachowskiego. To tutaj bywały takie osobistości jak Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Julian Tuwim, czy Konstanty Ildefons Gałczyński. Niestety willę najpierw zajęli Niemcy, później sowieci i ubecy. Kuncewiczowie do Polski wrócili dopiero w 1962 r. i przystąpili do odbudowy wnętrz willi. Wznowiono działalność kulturalną, dzięki czemu willa znów mogła przyjmować znamienitych gości, głównie poetów i artystów. Dziś jest to oddział Muzeum Nadwiślańskiego. 

Spacerować można także bulwarem Wiślanym. Poza sezonem – jak widać – jest tu bardzo spokojnie i pusto. W sezonie ciężko się tędy przecisnąć, zwłaszcza, że działa tu dużo barów i restauracji. Atrakcją jest fakt, że organizowane są tu rejsy po Wiśle. Gdyby była taka możliwość podczas naszego pobytu, to na pewno byśmy skorzystali. 

W Kazimierzu znaleźć można też spichlerze, świadczące o dawnej potędze handlowej miasta. Spichlerze kazimierskie to zespół 3 wyjątkowych zabytków, zlokalizowanych wzdłuż Wisły, nieco dalej od centrum. Dziś stanowią wspomnienie dawnego Kazimierza, w którym znajdowały się magazyny zbożowe. Aktualnie przystosowane do potrzeb turystycznych, oferują miejsca noclegowe.

Dwa z nich – Spichlerz ulanowskich i Feiersteina przechodzą aktualnie remont generalny. Spichlerz Bliźniaczy znajduje się nieopodal wąwozu Norowy Dół.

Kazimierz Dolny, to nie tylko perły architektury, ale przede wszystkim piękne, bajkowe tereny zielone. Nie brak tu wąwozów lessowych, którymi można spacerować. 

Obowiązkowym punktem zwiedzania Kazimierza Dolnego jest niepozorna i mała wioska nad Wisłą – Mięćmierz, będąca starą osadą flisacką, oddaloną od centrum Kazimierza o 3 km.  Dawniej była samodzielną wsią, aktualnie stanowi część Kazimierza. Można tu dojechać drogą lub wybrać spacer przez miejski las. Pierwsze wzmianki o wsi datowane są na 1409 r. 

Mięćmierz wygląda niemal jak żywy skansen. Znajdziecie tu chałupy, których gdzieindziej już nie ma. Z resztą część z domostw została tu celowo przeniesiona w celu ochrony przed zapomnieniem. Usłyszycie gęganie gęsi, pianie kogutów. Gdzieś w oddali leniwie odezwie się krowa. A i drogi w Mięćmierzu mogą niejednego zszokować.  Cisza, spokój, studnia z gontowym daszkiem i jakiś wyjątkowy klimat, to znaki rozpoznawcze Mięćmierza. W zasadzie jest to wioska jak z obrazka albo starego filmu. 

My do Mięćmierza przybyliśmy w poszukiwaniu wiatraka typu  koźlak, który przeniesiony został z Bałtowa koło Puław. To jeden z nielicznych zachowanych do dziś tego typu wiatraków, których niegdyś nie brakowało na tych terenach. Położony jest w niezwykłym miejscu. Tuż obok znajduje się punkt widokowy na przełom Wisły i ruiny zamku w Janowcu. 

Wiatrak Trzech Serc, bo tak jest nazywany, to wiatrak kozłowy, gdyż nazwa pochodzi od kozła – drewnianej konstrukcji podpierającej budynek, który obracany był wraz ze skrzydłami w zależności od kierunku wiatru wokół pionowego drewnianego słupa, osadzonego właśnie w koźle. Właściciel wiatraka ponoć w  renowację włożył całe swoje serce. Na każdym ze skrzydeł wiatraka umieścił łacińskie sentencje, oddające wielkie zaangażowanie i miłość do tego miejsca. Oto one: “A jednak się kręci”, “Przez trudy do gwiazd”, “Odważnym szczęście sprzyja”, “Wzniosłem pomnik trwalszy od spiżu”.

Niezaprzeczalnie Kazimierz Dolny, to miejsce, które posiada niezwykły potencjał, aż nadto wykorzystywany. Dla nas największym atutem zwiedzania okazał się brak tłumów i wszędobylskich straganów. Następnym razem chętnie pochodzilibyśmy po okolicznych wąwozach. Artystyczny klimat miasta wyrażony w pootwieranych galeriach na tle zabytków bardzo nam się podoba. Nie wybralibyśmy się tutaj w szczycie sezonu turystycznego, zwłaszcza w weekendy.  Znamy osoby, które wręcz przeciwnie – zachwycają się Kazimierzem tętniącym życiem turystycznym, zapełnionym rynkiem oraz jarmarczną wrzawą. Szkoda jedynie, że rynek dostępny jest dla samochodów, Myślimy, że bez nich byłby jeszcze ładniejszy. 

6 Comments

  1. Tak dawno już tam nie byłam! Zatęskniłam do tamtych stron, czytając Twój wpis. Lublin, Zamość, Nałęczów, Kazimierz. Moja stała trasa objazdowa, gdy mieszkałam w tamtych okolicach…

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s