Zimowy spacer pod Bereśnik. Beskidzki szlak dla malucha.

Pod Bereśnikiem byliśmy już jakiś czas temu jesienią. Bacówkę zapamiętaliśmy jako miejsce bardzo przyjazne, do którego można w miarę łatwo dotrzeć z serca Szczawnicy – z placu Dietla – miejsca niezwykle pięknego z cudowną uzdrowiskową architekturą. To co najciekawsze, to fakt, że Bereśnik wcale nie jest położony w Pieninach, a w Beskidzie Sądeckim w paśmie Radziejowej, co przy umiejscowieniu w Szczawnicy, może lekko zaskakiwać. Bacówka PTTK pod Bereśnikiem, to miejsce idealne dla tych, którzy kochają spokój Beskidów i Pienin. To miejsce z typowo górskim klimatem i pozytywnymi wibracjami.

Przy Juniorze szukamy takich miejsc, które pozwolą mu na cieszenie się swobodą, górskim powietrzem oraz otaczającymi widokami. To wszystko funduje żółty szlak do Bacówki PTTK pod Bereśnikiem. Nieco ponad 2 km trasy prowadzi głównie pod górę (suma podejść 250 m). Z Placu Dietla początkowo idzie się drogą wzdłuż zabudowań i to jest chyba najbardziej męczący odcinek szlaku. Gdy zabudowania się kończą, trasa przez las wydaje się spokojna i relaksująca. Mniej więcej w połowie zaczyna robić się pięknie – przy odrobinie szczęścia waszemu marszowi towarzyszyć będą przepiękne nie tylko pienińskie widoki, ale także tatrzańskie. Jak malowane, dosłownie!

Jeśli do Szczawnicy przyjedziecie samochodem, możecie go zostawić na dużym bezpłatnym parkingu niedaleko Dworku Gościnnego. Tylko nie przestraszcie się tego dziwnego wysokiego budynku pochodzącego z jakiegoś anty-uzdrowiskowego horroru…. Na szczęście przechodząc przez Plac Dietla zapomina się o tym czymś, rozkoszując się tutejszą piękną architekturą.

Idąc na zimową „wyprawę” z 20-miesięcznym maluchem, zabraliśmy ze sobą sanki. Oczywiście Junior dzielnie przeszedł idealnie odśnieżoną drogę wzdłuż zabudowań (ul. Języki), a sanki trzeba było dzielnie nieść… Po jakiś 20 minutach marszu można było go wpakować w sanki, by mógł trochę odpocząć.

Nasza trasa przebiegała wzdłuż stacji drogi krzyżowej. Po stacji XIII można odbić od żółtego szlaku i dojść pod krzyż znajdujący się na Bryjance (679 m n.p.), z której rozpościera się widok na Szczawnicę w dolinie Grajcarka oraz Małe Pieniny.

Będąc mniej więcej w połowie drogi do schroniska, wyszliśmy na otwartą polanę, z której roztaczał się bajeczny widok na Tatry, Pieniny i dolinę Dunajca. Ten widok zachwycił nas dogłębnie i rekompensował średnio udany początek roku. Warto było czekać prawie miesiąc na taki górski spektakl. Tatry wyglądały jak malowane. Wyłoniły się jakby na nasze specjalne zamówienie, bo takiej widoczności żadne prognozy pogodowe nie przewidywały. Junior na ich widok tak się ożywił, że nie chciał więcej sanek i znów podążał na własnych małych nóżkach.

Przed nami pozostał ostatni odcinek drogi. Wiedzieliśmy, że dosłownie za chwilę ujrzymy budynek bacówki.

Schronisko – Bacówka PTTK pod Bereśnikiem jakby niezmienne. Dokładnie takie jak w naszej pamięci. Zamówiliśmy grzańca, naleśniki i szarlotkę z sosem borówkowym. Nie wiem czy to zasługa okoliczności przyrody czy czegoś innego, ale jakie to wszystko było smaczne. Nawet grzaniec smakował inaczej – choć ten fakt nie dziwi – grzaniec i widok zaśnieżonych gór, to zawsze dobry pomysł.

Posiedzieliśmy dłuższą chwilę, bo Juniorowi naprawdę tu się spodobało… Gra z pionkami w kształcie pociągów, to był prawdziwy hit.

Powrót postanowiliśmy sobie urozmaicić, idąc przez Bereśnik. To jednak dłuższa opcja – i przy sporej ilości śniegu warto mieć ze sobą raczki. Można także iść dalej, przez Sewerynówkę do Wodospadu Zaskalnik. Pierwotnie taki był nasz plan, ale z racji, że Junior chciał iść sam, a drogi pozostało jeszcze sporo, odpuściliśmy, odbijając z czarnego szlaku w ul. Bereśnik, idąc dalej drogą przez Połoniny.

Obiad zjedliśmy „Pod Siekierkami”. Musicie nam uwierzyć, ze było bardzo smacznie, bo byliśmy tak głodni, że zapomnieliśmy o zrobieniu dokumentacji fotograficznej.

Standardowo już na kawę zajrzeliśmy do Cafe Helenki, zlokalizowanej przy Placu Dietla (w tym pięknym budynku ze zdjęć powyżej). Nie dość, że to jeden z najpiękniejszych budynków w Szczawnicy, to jeszcze wypijecie tu naprawdę dobrą kawę, zjecie pyszny deser lub napijecie się lokalnego wina. W zasadzie obiad też tu zjecie.

Zbyt szybko zrobiło się całkiem ciemno – uroki zimy. Na dalsze spacery po Szczawnicy nie było szans, tym bardziej, że Junior zdążył się już porządnie zmęczyć. Nie licząc czasu spędzonego na sankach, nie użyliśmy ani na chwilę jego wozidła. Nóżki dały radę, a twarz wskazywała jedno – „Mamo, Tato, musimy tu kiedyś wrócić”.

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s