Spontanicznie na tropie Beskidu Sądeckiego

Beskid Sądecki już trochę poznałam. Mój towarzysz zadbał o to, bym zwiedziła przynajmniej te miejsca, które zagościły na dobre w jego sercu. Tym razem zaproponował mi spontaniczną wycieczkę, turystykę w najczystszej postaci czyli jazdę pociągiem (bez podjeżdżania samochodem pod szlak). Nie mówiąc gdzie dokładnie pójdziemy, wysiedliśmy na stacji PKP w Rytrze. Ja wiedziałam, że będą to góry, on, że wolę dłuższe trasy, na których nie jest zbyt stromo. Czytaj dalej

W stronę Murowańca…

Do Murowańca wybraliśmy się przez Brzeziny. Tak, wiemy, że jest to najmniej widokowa trasa, jednak w naszej opinii, w obliczu oblodzenia panującego na szlaku żółtym i niebieskim, warto pomyśleć o wyborze czarnego szlaku. Poza tym zawsze można sprawdzić każdy ze szlaków prowadzących w stronę Hali Gąsienicowej. Czytaj dalej

Wesołego Alleluja!!

Wesołego Alleluja dla każdego z Was  Dziękujemy, że jesteście z nami. W ten wyjątkowy czas życzymy Wam wszystkiego co najlepsze, tak tradycyjnie – smacznych wielkanocnych potraw, święconego jajka i przede wszystkim chwili wytchnienia i odpoczynku od codziennych spraw. Bądźcie szczęśliwi i planujcie swoje kolejne wyjazdy – te duże albo całkiem krótkie, jednodniowe  

20170414_162741aaaaaaa

Tatrzański krokusowy raj…

Ktoś może zapytać „po co to Wam, wstajecie tak wcześnie rano, niewyspani, czy to w ogóle ma jakiś sens”?
Jest tylko jedna odpowiedź – zdecydowanie tak, to ma sens. Wyjechaliśmy z Tarnowa o 2 w nocy, by doświadczyć magii, jaką jest obejrzenie budzących się ze snu krokusów.

Trzeba przyznać, że ludzi poszukujących krokusów przybywa z każdą godziną – prawdopodobnie jest to niezależne od miejsca. Wiedząc jak popularna jest Dolina Chochołowska, my wybraliśmy Polanę Kalatówki. Z samego rana było niemal pusto, tylko kilku poszukiwaczy „dobrych” fotografii odprawiało czary klęcząc, kładąc się i wyginając, próbując chyba obudzić te piękne kwiaty. Czytaj dalej

„Jego wyjątkowość” – Morskie Oko

Morskiego Oka przedstawiać nikomu nie trzeba. Jedno z nielicznych takich miejsc w Tatrach. Dostępne bez większego wysiłku, a przynajmniej dla większości piechurów -turystów, z naciskiem na to słowo, bo od jakiegoś czasu słyszymy iście dramatyczne historie z niemal w całości wyasfaltowanego szlaku… Nie zagłębiając się i nie oceniając, bo nie do nas ten osąd należy, pragniemy przypomnieć, że trasa liczy  niecałe 9 km, a suma przewyższeń, to zaledwie 526 m – jak na taki długi odcinek trasy. Można dojść prawie w całości wyasfaltowaną trasą lub czerwonym szlakiem.

Czytaj dalej

Poranne „czary-mary”, czyli o tym jak Beskid Sądecki budzi się do życia.

Znów powracamy z gór przepięknego Beskidu Sądeckiego. Tym razem wprost z Hali Łabowskiej. Mój towarzysz już dawno zaraził mnie swoją pasją i miłością do piękna gór. Nie jestem i pewnie nigdy nie zostanę ekspertem od górskich wojaży, ale w takich wycieczkach chyba nawet nie o to chodzi, a o to, by umieć doceniać i cieszyć się pięknem, którym obdarzyła nas natura. Kiedyś nie rozumiałam tego, że idąc w góry można się czuć, jakby wracało się do domu. Teraz wiem, że dom jest wszędzie tam, gdzie przynależy nasze serce i w przypadku tego ukochanego Beskidu tak właśnie jest.

Czytaj dalej

W drodze na Przehybę…

Mojego towarzysza ciągnęło i ciągnie w góry, i to się już nigdy nie zmieni. To jest miłość absolutna, która wnika głęboko, i nie pozwala się oderwać. To uczucie, które odwzajemnia się wspaniałymi widokami, o których się nie zapomina. Beskid Sądecki jest umiłowanym miejscem mego towarzysza, właściwie moim również, bo to jest chyba zaraźliwe, pozytywnie, rzecz jasna.  Czytaj dalej

Beskidzkie spacery słońcem, mgłą i miodem malowane…

Już jakiś czas temu mój towarzysz zaraził mnie swoją miłością do Beskidu Sądeckiego. Jest tam magicznie, pięknie, ale przede wszystkim spokojnie, bez tłumów na szlakach. Mój towarzysz doskonale wiedział, że ekscytują mnie wschody słońca. Postanowił więc pokazać mi wschód widziany z Eliaszówki. Nasz jednodniowy wypad w góry miał być obfity w spacerowanie, duchowe rozmyślanie, odpoczynek w typowej górskiej chatce, miodowe przysmaki z Kamiannej oraz krynickie słodkości. Byłam przeszczęśliwa i podekscytowana faktem podróży. Czytaj dalej

O chatce innej niż wszystkie… Beskidzkiego zwiedzania c.d.

Mam takie miejsce w Beskidach, do którego od zawsze lubię wracać. Kiedyś traktowałem to miejsce jako swoistą oazę, bezpieczną przystań, w której nikt nikogo nie ocenia, a ludzie szczerze i prawdziwie są dla siebie mili, gotowi do pomocy.
Do niedawna moja towarzyszka znała to miejsce jedynie z listów, które jej tam pisałem. Po cichu wierzyłem, że uda mi się przekonać ją do tej mojej oazy – tak pięknej i czystej w swej prostocie. Czytaj dalej